POWRÓT Z UŚMIECHEM – “SMILE” KATY PERRY [RECENZJA]

-

- Advertisment -Muzyka - sprawdź na Ceneo

Od premiery “Witness” minęły już trzy lata! Katy Perry potrzebowała czasu, aby po średniej płycie powrócić na szczyt popowych list przebojów po średnim krążku. Dziś przychodzi do nas z podwójnym przytupem – niedługo po wiadomości o narodzinach jej córeczki, możemy powitać jej kolejne “dziecko” – “Smile”. Czy czas spędzony na tworzeniu nowych brzmień wyszedł artystce na dobre? Zapraszam do recenzji.

Słuchając najnowszego krążka, miałam wrażenie, że Katy próbuje wszystkim przypomnieć o tym, że jeszcze niedawno wszyscy namiętnie słuchaliśmy jej hitów. Ostatni “Witness” bardziej przyczynił się do przycichnięcia kariery artystki – serwisy muzyczne zgodnie stwierdziły, że to najsłabsze dzieło w karierze piosenkarki. Czy wobec tego najnowszy album zrobił na mnie lepsze wrażenie? Zdecydowanie tak, jednak wciąż uważam, że Perry stać na więcej.

Płyta jest przepełniona pozytywnymi, radosnymi i tanecznymi utworami. Jak mówi tytuł wydawnictwa – czeka nas dużo uśmiechu. Jednak to nie wszystko. Nie zabrakło również ballad. Katy zgrabnie lawiruje między tymi brzmieniami, co zdecydowanie zadowala słuchacza. Szkoda tylko, że te dźwięki już dobrze znamy z jej poprzedniej twórczości i niestety te najnowsze nie dorównują poprzednikom.
Jeśli chodzi o porównania do innych albumów, uważam, że najbliżej im brzmieniowo do PRISM, co na pewno ucieszy stałych fanów artystki. Między innymi są to utwory takie jak “Never Really Over“, czy “Champagne Problems“. Ten drugi szczególnie polecam do odsłuchania. Miłośnicy niebanalnej linii melodycznej nie zawiodą się przyjemnym basem i nieoczywistym beatem.

To krążek zdecydowanie wakacyjny (na pewno będziecie odczuwać to, słuchając go podczas ostatnich wolnych dni). Sporo tutaj piosenek porywających do tańca – tytułowy “Smile“, “Tucked“, czy “Not End of the World“. Jestem pewna, że jeszcze zagoszczą na klubowych parkietach. Nic dziwnego, w końcu to właśnie z nich słynie artystka.

Możemy również posłuchać ballad. Wśród nich króluje “Daisies“, które również zostało jednym z singli. Zdecydowanie ma wśród wszystkich najmocniejszy wydźwięk. Stała się jedną z moich ulubionych piosenek na płycie.

Jednak nie brakuje wpadek. Do nich zdecydowanie mogę zaliczyć “Harleys In Hawaii“, którego nie mogłam przesłuchać do końca. Uważam tę piosenkę za najsłabszy, kiczowaty element płyty. Nie przypadło mi do gustu również “Resalient“, czy “Teary Eyes“. W porównaniu do reszty wypadają niezwykle blado, zostały przyćmione przez lepsze kawałki.

Podsumowując nie uważam “Smile” za zły album. Jest to poprawny krążek, który na pewno przypadnie do gusty fanom Katy. Niestety uważam, że artystkę wciąż stać na więcej, co z resztą nam już pokazała w poprzednich dziełach. Oczekiwałam, że będzie to album przełomowy, wnoszący świeżość do dyskografii piosenkarki. “Smile” to przyjemny album, do którego kilku utworów chętnie będę wracała, jednak zabrakło mi w nim efektu zaskoczenia. Fani go polubią, jednak ja pozostanę przy standardowego “PRISM”, czy “Teenage Dream”.

[wp-reviews]

- Advertisement -Płyty muzyczne - porównaj ceny
- Advertisment -Muzyka - sprawdź na Ceneo

You might also likeRELATED
Recommended to you